Grupa mieszkańców chce beatyfikacji Anny Walentynowicz

Katarzyna Włodkowska
25.01.2011 aktualizacja: 2011-01-25 21:51
A A A Drukuj
Anna Walentynowicz. Zdjęcie w jej mieszkaniu w czerwcu 2006 r. fot. Dominik Sadowski / AG
  • Anna Walentynowicz. Zdjęcie w jej mieszkaniu w czerwcu 2006 r.
  • Anna Walentynowicz. Zdjęcie w jej mieszkaniu w czerwcu 2006 r.
Mieszkańcy Wrzeszcza zaapelowali do szefa gdańskiej rady miasta o zbieranie podpisów pod wnioskiem o beatyfikację Anny Walentynowicz. - Była skromna, nie chciałaby tego - mówi szef gdańskiej Solidarności
SONDAŻ
Co sądzisz o zbierani podpisów w sprawie beatyfikacji Anny Walentynowicz?

Popieram
Jestem przeciw
Aż brak mi słów...
Każda beatyfikacja to sprawa przede wszystkim dla Kościoła, nie dla mieszkańców, czy radnych

Do biura rady trafiły już dwa pisma w tej sprawie. Jedno z nieczytelnymi podpisami, drugie we wtorek. Nadawcami są "mieszkańcy".

- Na razie nie traktuję tego poważnie, choć podejrzewam, że na tych dwóch pismach się nie skończy - komentuje Bogdan Oleszek, przewodniczący gdańskiej rady miasta. - Przy największym szacunku do pani Anny Walentynowicz, to nie jest inicjatywa, której by zapewne chciała. Poza tym proces beatyfikacyjny to bardzo poważna sprawa, nasze podpisy to żaden argument.

Łacińskie słowo "beatificare" oznacza wyróżniać, czynić szczęśliwym. Jest to akt uznania osoby - sługi Bożego - za błogosławioną, to znaczy obdarzoną szczególną łaską. Akt wydaje Kościół katolicki, zezwalając tym samym na publiczny kult, ale o charakterze lokalnym - np. w diecezji. Proces beatyfikacyjny nie może rozpocząć się wcześniej niż po upływie pięciu lat od śmierci danej osoby. Robiono od tej reguły wyjątki - m.in. dla Matki Teresy z Kalkuty czy Jana Pawła II. Aby uznać oficjalnie daną osobę za błogosławioną, a następnie świętą, za każdym razem Kościół wymaga cudu, dokonanego za jej pośrednictwem i potwierdzonego przez specjalistów. Cud ten musi się wydarzyć po śmierci tej osoby.

Beatyfikacja to już druga próba upamiętnienia legendarnej suwnicowej Stoczni Gdańsk, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Jesienią ub.r. pięcioosobowy komitet społeczny, przy wsparciu radnych PiS, zaproponował zmianę nazwy al. Zwycięstwa na aleję Anny Walentynowicz. Al. Zwycięstwa łączy rejon Stoczni Gdańsk, w której Walentynowicz pracowała, z dzielnicą Wrzeszcz, gdzie mieszkała. Radni z komisji kultury i sportu rady miasta Gdańska odrzucili jednak wniosek, pod którym podpisało się ponad 800 osób. Powodów było kilka. Inicjatywa od początku budziła kontrowersje, bo przy al. Zwycięstwa funkcjonuje blisko 100 firm, zameldowanych jest pół tysiąca osób oraz zlokalizowany jest szereg instytucji. Zmiana nazwy spowodowałaby spore koszty - wymiany dowodów osobistych, pieczątek, dokumentów.

- Koszty to raz; dwa: obawiam się, że konsekwencją naszej zgody byłaby zmiana np. nazwy ulicy Długiej, gdy przyjdzie nam pożegnać kolejnego wielkiego Polaka - mówił wtedy Oleszek.

Wniosek negatywnie zaopiniował też prezydent Gdańska, który po katastrofie smoleńskiej powołał specjalny zespół, którego zadaniem było określenie, jak godnie upamiętnić gdańskie ofiary katastrofy smoleńskiej - Annę Walentynowicz, Macieja Płażyńskiego i Arama Rybickiego oraz innych bohaterów "S". Uznano, że najlepszym miejscem na ich upamiętnienie będzie tzw. Młode Miasto, dzielnica, która powstanie na dawnych terenach Stoczni Gdańsk. Jak już zresztą planowano dużo wcześniej, nowe ulice, place czy skwery, które tam w przyszłości powstaną, mają być nazywane na cześć bohaterów "S". Kolejnym argumentem było powstające w pobliżu Europejskie Centrum Solidarności.

Trójmiejski Społeczny Komitet na rzecz Uczczenia Pamięci Anny Walentynowicz, który o zmianę nazwy ulicy wnioskował, zastanawia się, co dalej.

- Ostatnia zmiana statutu miasta daje możliwość składania uchwał przez mieszkańców, co musi poprzedzić zebranie dwóch tysięcy podpisów - mówi Joanna Radecka z komitetu. - Ale nie postanowiliśmy jeszcze, co zrobimy. Bo jaki jest sens przedstawiać uchwałę radnym, którzy już raz zastopowali inicjatywę?

Kolejnym pomysłem, nieznanych jeszcze autorów, jest beatyfikacja Anny Walentynowicz.

- Jestem zdumiony propozycją beatyfikacji Ani Walentynowicz - komentuje Krzysztof Dośla, szef regionu gdańskiego Solidarności. - Zapewne dla osób, które z takim postulatem wyszły, to ważna inicjatywa, ale również nie uważam, żeby Ania, niezwykle skromna osoba, chciała się w ten sposób afiszować. Zapisała się trwale na kartach historii i nikt jej tego przecież odbierze.

Polecamy - Mecz Polska-Niemcy będzie w Gdańsku?



Podziel się

  • 45 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    80 głosów