Gdańsk: Nie wszystko za pół ceny. Restauratorzy oszukiwali
23.04.2010
aktualizacja: 2010-04-26 00:24
Tysiące osób jadło, piło i zwiedzało Gdańsk za pół ceny. Miasto proponuje: Powtórzmy imprezę jesienią. Restauratorzy: Nie chcemy nawet o tym słyszeć. A w tle niezadowoleni klienci donoszący o nieuczciwych restauratorach
ZOBACZ TAKŻE
- Sztuka za pół ceny - muzea zapraszają (23-04-10, 07:00)
- Warszawiacy chętnie relaksują się w Gdańsku (05-05-10, 13:50)
- Pojedliśmy za pół ceny. Akcja gdańskich restauratorów (27-09-10, 07:00)
- Gdańsk: we wrześniu znów weekend za pół ceny. Kiedy? (24-05-10, 06:00)
- Lady Ola na zakupach w Osowej. Limuzyna i paparazzi (10-05-10, 07:00)
- Kolejny tani weekend bez alkoholu za pół ceny (07-05-10, 10:15)
- Zdaniem Sterlingowa: O jedną połówkę za daleko (27-04-10, 21:56)
- Miejskie Pantery walczą z pupą na bilbordzie (23-04-10, 15:40)
- Górlikowski: Gdańsk za pół ceny, czy za pół głowy? (09-03-10, 11:00)
- Rewolucja kwietniowa: Gdańsk za pół ceny (07-03-10, 20:02)
- Przyjedź do Gdańska. Wszystko będzie za pół ceny (22-03-10, 07:00)
SERWISY
SONDAŻ
Jakie wrażenia z weekendu za pół ceny w Gdańsku? Piszcie: katarzyna.wlodkowska@gdansk.agora.pl i komentujcie na naszym forum.
Gdański "Weekend za pół ceny" przerósł wszelkie oczekiwania. Takich tłumów knajpy położone na Głównym Mieście nie widują nawet w szczycie sezonu.
- Od rana do wieczora przed drzwiami kolejka klientów - mówi Jan Orchowski, jeden z organizatorów akcji, właściciel Baru pod Rybą. - Gdy w sobotę wybrałem się do jednej z większych hurtowni, nie było co z półek brać. Nie przewidzieliśmy takiego zainteresowania.
We wzorowanym na poznańskiej akcji "Rozsmakuj się w Gdańsku. Weekend za pół ceny" wzięło udział prawie 70 restauracji i kawiarni, hotele, placówki muzealne oraz zoo. W sobotę i niedzielę wszyscy obcięli ceny o połowę. - W sobotę przez pięć godzin próbowaliśmy znaleźć miejsce w jakiejkolwiek restauracji - relacjonuje Aneta Dutkiewicz z Moreny. - W końcu udało nam się wejść na kawę i sernik do Kawusi, choć i tak musieliśmy czekać aż 40 minut. W Centralnym Muzeum Morskim też tłumy.
Kolejki kłębiły się przed większością knajp. Na danie trzeba było czekać nawet półtorej godziny. Bywało, że restauracje przestawały wydawać jedzenie, bo skończył im się towar. Inne zabezpieczyły się przed chaosem, wprowadzając rezerwacje.
- Wydajemy cztery razy więcej pizzy niż normalnie. Ledwo się wyrabiamy - mówi kelnerka z Pizzeri Napoli na ul. Długiej. - Szybciej pracować się nie da, musielibyśmy mieć więcej pieców. Dlatego na zamówienie czeka się godzinę.
- I tak warto. Normalnie obiad w restauracji kosztuje nas 50-60 zł, więc na mieście jemy rzadko. Taki weekend za pół ceny powinien być znacznie częściej - chwalą Helena i Tomasz z Wrzeszcza.
Niektórzy inaczej postanowili walczyć z natłokiem klientów - np. tajska restauracja Buddha Lounge Restaurant & Bar z Długiej zamknęła ogródek i przyjmowała klientów tylko w środku.
- Mamy tylko dwóch kucharzy, więcej nie jesteśmy w stanie obsłużyć - wyjaśnia kelner. - A, i tak nie jest łatwo. W sobotę mieliśmy otwarte do pierwszej w nocy, w niedzielę do północy.
Jak się okazuje, kolejki i oczekiwanie na zamówienie nie były największą bolączką akcji. Do redakcji "Gazety" całą niedzielę dzwonili czytelnicy, by donieść o nieuczciwych restauratorach.
- W Brovarni przy ulicy Szafarnia obniżono ceny tylko jednego, z trzech gatunków piwa - mówi Marcin z Warszawy. - Inna knajpa pozdejmowała z półek drogie alkohole, na Długiej spotkałem się z wyłączeniem alkoholi z promocji, w kolejnej kelnerka z rozbrajającą szczerością oznajmiła, że szef zakazał wydawać posiłki przez godzinę, bo za dużo zeszło, a Latający Holender z Długiego Targu przygotował menu z droższymi niż zwykle potrawami. Przecież dla knajpy taka zagrywka to samobójstwo.
Menedżer Brovarni, który odmawia podania nazwiska: - Informowaliśmy na stronie internetowej o 200-litrowym limicie piwa w promocji.
Pracownik Latającego Holendra: - Zmieniliśmy ceny na ten weekend, ale nie po to, żeby się wzbogacić, tylko, by restauracja wyszła ciut więcej niż na zero. Czy chcielibyśmy powtórzyć taki weekend? Zarząd musi to przeanalizować, bo za dużo z tym zamieszania.
Miasto, które wsparło restauratorów promocyjnie, mimo wszystko zachęca do powtórki jeszcze jesienią - na zakończenie sezonu. Tym bardziej że według policji weekendowa zabawa nie wpłynęła na pogorszenie bezpieczeństwa w tym rejonie miasta.
- Na pewno były niedociągnięcia, trzeba je omówić, ale ilość przewijających się przez Główne Miasto osób pokazała, że impreza okazała się hitem - mówi Maciej Lisicki, wiceprezydent Gdańska ds. polityki komunalnej. - Byłoby idealnie, gdyby Gdańsk zasłynął jako miasto, które w ten sposób rozpoczyna i kończy sezon turystyczny.
Ale restauratorzy nie chcą o tym słyszeć.
- Jesień na pewno odpada - mówi Orchowski. - Co z przyszłym rokiem? Zobaczymy, bo są i tacy, którzy nawet o tym nie chcą rozmawiać. Trochę nas to wszystko przerosło.
Gdański "Weekend za pół ceny" przerósł wszelkie oczekiwania. Takich tłumów knajpy położone na Głównym Mieście nie widują nawet w szczycie sezonu.
- Od rana do wieczora przed drzwiami kolejka klientów - mówi Jan Orchowski, jeden z organizatorów akcji, właściciel Baru pod Rybą. - Gdy w sobotę wybrałem się do jednej z większych hurtowni, nie było co z półek brać. Nie przewidzieliśmy takiego zainteresowania.
We wzorowanym na poznańskiej akcji "Rozsmakuj się w Gdańsku. Weekend za pół ceny" wzięło udział prawie 70 restauracji i kawiarni, hotele, placówki muzealne oraz zoo. W sobotę i niedzielę wszyscy obcięli ceny o połowę. - W sobotę przez pięć godzin próbowaliśmy znaleźć miejsce w jakiejkolwiek restauracji - relacjonuje Aneta Dutkiewicz z Moreny. - W końcu udało nam się wejść na kawę i sernik do Kawusi, choć i tak musieliśmy czekać aż 40 minut. W Centralnym Muzeum Morskim też tłumy.
Kolejki kłębiły się przed większością knajp. Na danie trzeba było czekać nawet półtorej godziny. Bywało, że restauracje przestawały wydawać jedzenie, bo skończył im się towar. Inne zabezpieczyły się przed chaosem, wprowadzając rezerwacje.
- Wydajemy cztery razy więcej pizzy niż normalnie. Ledwo się wyrabiamy - mówi kelnerka z Pizzeri Napoli na ul. Długiej. - Szybciej pracować się nie da, musielibyśmy mieć więcej pieców. Dlatego na zamówienie czeka się godzinę.
- I tak warto. Normalnie obiad w restauracji kosztuje nas 50-60 zł, więc na mieście jemy rzadko. Taki weekend za pół ceny powinien być znacznie częściej - chwalą Helena i Tomasz z Wrzeszcza.
Niektórzy inaczej postanowili walczyć z natłokiem klientów - np. tajska restauracja Buddha Lounge Restaurant & Bar z Długiej zamknęła ogródek i przyjmowała klientów tylko w środku.
- Mamy tylko dwóch kucharzy, więcej nie jesteśmy w stanie obsłużyć - wyjaśnia kelner. - A, i tak nie jest łatwo. W sobotę mieliśmy otwarte do pierwszej w nocy, w niedzielę do północy.
Jak się okazuje, kolejki i oczekiwanie na zamówienie nie były największą bolączką akcji. Do redakcji "Gazety" całą niedzielę dzwonili czytelnicy, by donieść o nieuczciwych restauratorach.
- W Brovarni przy ulicy Szafarnia obniżono ceny tylko jednego, z trzech gatunków piwa - mówi Marcin z Warszawy. - Inna knajpa pozdejmowała z półek drogie alkohole, na Długiej spotkałem się z wyłączeniem alkoholi z promocji, w kolejnej kelnerka z rozbrajającą szczerością oznajmiła, że szef zakazał wydawać posiłki przez godzinę, bo za dużo zeszło, a Latający Holender z Długiego Targu przygotował menu z droższymi niż zwykle potrawami. Przecież dla knajpy taka zagrywka to samobójstwo.
Menedżer Brovarni, który odmawia podania nazwiska: - Informowaliśmy na stronie internetowej o 200-litrowym limicie piwa w promocji.
Pracownik Latającego Holendra: - Zmieniliśmy ceny na ten weekend, ale nie po to, żeby się wzbogacić, tylko, by restauracja wyszła ciut więcej niż na zero. Czy chcielibyśmy powtórzyć taki weekend? Zarząd musi to przeanalizować, bo za dużo z tym zamieszania.
Miasto, które wsparło restauratorów promocyjnie, mimo wszystko zachęca do powtórki jeszcze jesienią - na zakończenie sezonu. Tym bardziej że według policji weekendowa zabawa nie wpłynęła na pogorszenie bezpieczeństwa w tym rejonie miasta.
- Na pewno były niedociągnięcia, trzeba je omówić, ale ilość przewijających się przez Główne Miasto osób pokazała, że impreza okazała się hitem - mówi Maciej Lisicki, wiceprezydent Gdańska ds. polityki komunalnej. - Byłoby idealnie, gdyby Gdańsk zasłynął jako miasto, które w ten sposób rozpoczyna i kończy sezon turystyczny.
Ale restauratorzy nie chcą o tym słyszeć.
- Jesień na pewno odpada - mówi Orchowski. - Co z przyszłym rokiem? Zobaczymy, bo są i tacy, którzy nawet o tym nie chcą rozmawiać. Trochę nas to wszystko przerosło.
Polecamy - Miejskie Pantery walczą z pupą na bilbordzie
- 50 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
29 głosów
-
Jak oni kalkulują ceny???
kaska_b77
23.04.10, 16:42
To jakie oni narzucają ceny bez promocji skoro mogą sobie pozwolić naobniżenie ben o połowę i dodawanie do tego niespodzianek w postaci ciasta?»
-
Gdańsk: Nie wszystko za pół ceny. Restauratorzy...
mecenasa
26.04.10, 03:52
Zlodzieje.Nie ma dla nich miejsca w Europie.»
-
Gdańsk: Nie wszystko za pół ceny. Restauratorzy...
panbramkarz
26.04.10, 19:55
Ech kurski mial jednak racje mowiac ze "glupi narod wszystko kupi".Ludzie sa naiwni i wierza ze jakikolwiek "przedsiebiorca" sprzeda cos za pol ceny i dostana ta sama jakosc a kto z was »
Najczęściej czytane24 htydzień







