Kulisy protestu przeciwko Putinowi
2009-09-04
aktualizacja: 2009-09-04 11:44
fot. Krzysztof Katka
Dlaczego Michał Rachoń (PiS) 1 września wdział strój penisa, by protestować przeciwko premierowi Rosji
ZOBACZ TAKŻE
- Zarzuty za "Putin to penis" po happeningu PiS - video (02-09-09, 14:17)
- Działacz PiS przeciwko Putinowi. Za co się przebrał? [WIDEO] (01-09-09, 18:01)
- Czy działacz PiS obraził Putina? Śledztwo zawieszono (03-01-10, 13:42)
- Zarzuty dla polityka PiS za obrazę Putina (14-10-09, 17:50)
Krzysztof Katka: - Uważa pan, że to był udany happening?
Michał Rachoń: - Akcja miała elementy skandalizujące, ale był to jedyny sposób na to, by pokazać, że wizyta Władimira Putina była niestosowna po tym, jak rządowe agendy rosyjskie przeprowadziły propagandowy ostrzał artyleryjski Polaków i naszej historii. Happening musi być kontrowersyjny. Nagrywałby pan tą akcję, gdybyśmy tylko rozwinęli transparent? Nasza akcja miała być anonimowa, ale niestety, nie udało się - zostałem przez pana rozpoznany.
To źle? Wstyd panu, czy może nikt nie miał się dowiedzieć, że w antyputinowskim penisie z balonikami siedzi działacz PiS?
- Ja się akcji nie wstydzę, jestem wręcz dumny z tego, że byliśmy wśród tych nielicznych osób, które zaprotestowały przeciwko wizycie Putina. Żałuję natomiast, że tematem w mediach stał się nie protest, lecz moja skromna osoba i partia Prawo i Sprawiedliwość. A to nie była partyjna akcja. PiS nie wysyłał mejli, nie dzwonił do dziennikarzy, nie zorganizował konferencji prasowej w tej sprawie. Zresztą pewnie Putin liczył na to, że partia PiS da się sprowokować krytyką polskiej historii ze strony rosyjskiej, ale tak się nie stało.
Ale w końcu pan, rzecznik PiS w Sopocie, przebrał się za penisa. Skąd ten pomysł?
- Wykorzystanie penisa było cytatem z akcji przeprowadzonej przez rosyjskie służby specjalne przeciwko Garriemu Kasparowowi. Kiedy półtora roku temu Kasparow kandydował na prezydenta Rosji, to na konferencji prasowej puszczono mu helikopterek z przyczepionym wibratorem. Dobrze, że przypomnieliśmy te metody. Poza tym potrzebny był symbol międzynarodowy. Akcja została zauważona przez rosyjską opozycję i cytują ją zagraniczne serwisy elektroniczne.
A co na to pana koledzy z partii?
- Nikt mnie nie prosił o wyjaśnienie, ale już po fakcie sam postanowiłem przedstawić szczegóły akcji moim przełożonym. Dostarczyłem komplet informacji wszystkim, z którymi łączy mnie podległość organizacyjna, także Jackowi Kurskiemu, szefowi Rady Wojewódzkiej PiS na Pomorzu, oraz najwyższym władzom partii.
Jaki był odzew?
- Nie jest moją rolą odnoszenie się do wewnętrznych relacji w partii.
Nikt nie krytykował? Czy dlatego, że sam Jarosław Kaczyński był oburzony zaproszeniem Putina?
- Moja akcja była wcześniej, nie wiedziałem, co dzień później powie premier Kaczyński.
Sporo osób obserwujących happening się śmiało. Ale do śmiechu nie jest pańskiemu koledze Jakubowi Ś., który usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa znieważenia przedstawiciela dyplomatycznego obcego państwa. Za słowa "Putin to penis" grozi mu od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
- Mówimy o człowieku, który nie był nigdy karany, sprawował mandat radnego w Sopocie, jest byłym dziennikarzem Polskiego Radia i aktywnym działaczem opozycyjnym w Sopocie. I on został zatrzymany na 24 godziny pod pretekstem użycia środków pirotechnicznych podczas akcji, gdy my tam mieliśmy tylko baloniki. Zresztą to wszystko widać na nagranym przez "Gazetę" wideo. Potraktowanie obywatela w ten sposób uznaję za kompromitację państwa polskiego. Takie sytuacje zdarzały się kiedyś w PRL, a teraz zdarzają się w Rosji. Kuba przy zatrzymaniu zadał pytanie, jakie służby kazały go zamknąć, polskie czy rosyjskie. Też jestem ciekaw.
Słowa "Putin to penis" jak pan ocenia?
- Może powiedział je ktoś, kto patrzył na tę inscenizację i wyraził tylko, co widzi. Może po angielski rzucił "put-in"? Nie wiem, ale wiem, że to nie wymagało zatrzymywania człowieka na dobę.
Michał Rachoń: - Akcja miała elementy skandalizujące, ale był to jedyny sposób na to, by pokazać, że wizyta Władimira Putina była niestosowna po tym, jak rządowe agendy rosyjskie przeprowadziły propagandowy ostrzał artyleryjski Polaków i naszej historii. Happening musi być kontrowersyjny. Nagrywałby pan tą akcję, gdybyśmy tylko rozwinęli transparent? Nasza akcja miała być anonimowa, ale niestety, nie udało się - zostałem przez pana rozpoznany.
To źle? Wstyd panu, czy może nikt nie miał się dowiedzieć, że w antyputinowskim penisie z balonikami siedzi działacz PiS?
- Ja się akcji nie wstydzę, jestem wręcz dumny z tego, że byliśmy wśród tych nielicznych osób, które zaprotestowały przeciwko wizycie Putina. Żałuję natomiast, że tematem w mediach stał się nie protest, lecz moja skromna osoba i partia Prawo i Sprawiedliwość. A to nie była partyjna akcja. PiS nie wysyłał mejli, nie dzwonił do dziennikarzy, nie zorganizował konferencji prasowej w tej sprawie. Zresztą pewnie Putin liczył na to, że partia PiS da się sprowokować krytyką polskiej historii ze strony rosyjskiej, ale tak się nie stało.
Ale w końcu pan, rzecznik PiS w Sopocie, przebrał się za penisa. Skąd ten pomysł?
- Wykorzystanie penisa było cytatem z akcji przeprowadzonej przez rosyjskie służby specjalne przeciwko Garriemu Kasparowowi. Kiedy półtora roku temu Kasparow kandydował na prezydenta Rosji, to na konferencji prasowej puszczono mu helikopterek z przyczepionym wibratorem. Dobrze, że przypomnieliśmy te metody. Poza tym potrzebny był symbol międzynarodowy. Akcja została zauważona przez rosyjską opozycję i cytują ją zagraniczne serwisy elektroniczne.
A co na to pana koledzy z partii?
- Nikt mnie nie prosił o wyjaśnienie, ale już po fakcie sam postanowiłem przedstawić szczegóły akcji moim przełożonym. Dostarczyłem komplet informacji wszystkim, z którymi łączy mnie podległość organizacyjna, także Jackowi Kurskiemu, szefowi Rady Wojewódzkiej PiS na Pomorzu, oraz najwyższym władzom partii.
Jaki był odzew?
- Nie jest moją rolą odnoszenie się do wewnętrznych relacji w partii.
Nikt nie krytykował? Czy dlatego, że sam Jarosław Kaczyński był oburzony zaproszeniem Putina?
- Moja akcja była wcześniej, nie wiedziałem, co dzień później powie premier Kaczyński.
Sporo osób obserwujących happening się śmiało. Ale do śmiechu nie jest pańskiemu koledze Jakubowi Ś., który usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa znieważenia przedstawiciela dyplomatycznego obcego państwa. Za słowa "Putin to penis" grozi mu od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
- Mówimy o człowieku, który nie był nigdy karany, sprawował mandat radnego w Sopocie, jest byłym dziennikarzem Polskiego Radia i aktywnym działaczem opozycyjnym w Sopocie. I on został zatrzymany na 24 godziny pod pretekstem użycia środków pirotechnicznych podczas akcji, gdy my tam mieliśmy tylko baloniki. Zresztą to wszystko widać na nagranym przez "Gazetę" wideo. Potraktowanie obywatela w ten sposób uznaję za kompromitację państwa polskiego. Takie sytuacje zdarzały się kiedyś w PRL, a teraz zdarzają się w Rosji. Kuba przy zatrzymaniu zadał pytanie, jakie służby kazały go zamknąć, polskie czy rosyjskie. Też jestem ciekaw.
Słowa "Putin to penis" jak pan ocenia?
- Może powiedział je ktoś, kto patrzył na tę inscenizację i wyraził tylko, co widzi. Może po angielski rzucił "put-in"? Nie wiem, ale wiem, że to nie wymagało zatrzymywania człowieka na dobę.
Polecamy - zovacz VIDEO - Zarzuty za "Putin to penis" po happeningu PiS
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień




